Gdzie impreza goni imprezę…

San Miguel de Allende okazało się być nie tylko miejscem spokojnym i klimatycznym, ale również tętniącym życiem. Codziennie odbywa się tam jakaś impreza, parada, festyn, pokazy zabytkowych aut czy cokolwiek ktoś sobie wymyśli. Spędziliśmy tam dwa dni i uczestniczyliśmy w dwóch imprezach;)

Pierwszą z nich była parada z okazji dnia patrona miasta. Zdjęcia nie oddają w pełni panującego klimatu – w każdym zakątku miasta słychać było rytmiczne uderzenia bębnów, a rynek był wypełniony po brzegi ludźmi, którzy obserwowali całe widowisko.

Na koniec mieliśmy jeszcze okazję oglądać wyścigi profesjonalnie przygotowanych aut w kategorii “dla amatorów”, czyli takie meksykańskie zawody Red Bull, tylko że metą są snopki siana.

Por que?

Dlaczego miasteczko San Miguel de Allende znajduje się na liście tak często odwiedzanych miejsc w Meksyku? Pewnie dlatego, że to jedna z małych, klimatycznych miejscowości meksykańskich, gdzie całe miasteczko skupione jest wokół rynku. Znajduje się on na podwyższeniu, a jego przestrzeń wypełniają gęsto posadzone drzewa przycięte w charakterystyczny sposób. Jest to miejsce popołudniowych i weekendowych spotkań mieszkańców, a drzewa dają im schronienie przed słońcem. Ciekawy pomysł, ale ma jedną wadę. Meksykanie są dużo niżsi niż europejczycy, więc trzeba uważać na gałęzie – sprawdziłem osobiście 😉

San Miguel de Allende to także miejsce, gdzie mieszka wielu amerykańskich emerytów. Wybierają je, gdyż mogą tutaj znaleźć ciszę, spokój, a do tego żyć na wyższym poziomie niż w USA. Na ulicach słychać bez przerwy język angielski, a zza każdego narożnika wyłaniają się “gringo”. Skąd to przezwisko? W języku hiszpańskim tak się mówi na obcokrajowców, którzy nie posługują się językiem hiszpańskim. Używają je także meksykanie, niestety w negatywnym kontekście, w odniesieniu do amerykanów jako połączenie słów green – zieloni oraz go – w kontekście “go home” czyli wracajcie do domu.

Tak czy inaczej jeśli wybieracie się do Meksyku, to warto odwiedzić to miasteczko.

Dla podróżujących polecamy hostel Inn – pokój dwuosobowy za 350 peso, dormitory 150 peso/os, kuchnia, internet, patio.

Puk puk, kto tam?

Po całym dniu pełnym wrażeń, bezustannego przemierzania miasta oraz wizycie w muzeum mumii nie myśleliśmy już o niczym innym jak tylko naszym pokoju. Byliśmy zmęczeni – chcieliśmy już tylko iść spać.

Wreszcie dotarliśmy do hotelu. Po kilku minutach leżałem już w łóżku. Sen przyszedł natychmiast. Nagle budzi mnie przerażona Jola. Co się dzieje? Otwieram oczy. Ku mojemu zdziwieniu widzę otwierające się drzwi do naszego pokoju. Moja wyobraźnia zaczyna działać – już widzę wchodzące mumie.. Z duszą na ramieniu wstaję i podchodzę do drzwi. Nadal zastanawiam się co się dzieje. Okazuje się, że to meksykańskie podejście do tematu, tzn. wielkie dwumetrowe drzwi zamykane na kilkucentymetrową zasuwkę otwierają się gdy jest przeciąg.

Od tego momentu spaliśmy już tylko z szafką tv przystawioną do drzwi wejściowych…:)

  • bilet do Guanajuato 400 peso
  • nocleg 300 peso
  • widok otwierajacych sie drzwi naszego pokoju bezcenny..

Tylko dla odważnych!

Znudzeni wielogodzinnymi spacerami uliczkami miasta udaliśmy się do tutejszego muzeum. Jeśli wydaje się Wam, że każde muzeum jest takie samo, to się mylicie. To jest zupełnie inne, bo to muzeum mumii.

Jeśli macie słabe nerwy – pomińcie galerię…

Romantyczne Guanajuato

Zmęczeni ogromem Mexico City udaliśmy się do oddalonej o ok 300km miejscowości Guanajuato. To przepiękne i romantyczne miejsce. Zwarta zabudowa kolorowych domów, wąskie uliczki oraz wszechobecna muzyka tutejszych Mariachi sprawiają, że można spacerować godzinami.