Po co to komu?

Nieraz zastanawialiśmy się po co komu to wszystko. Cokolwiek chielibyśmy zrobić wymaga to od nas nie tylko czasu i pieniędzy, ale bardzo często wiele wysiłku. Przecież zamiast tego moglibyśmy zwyczajnie i spokojnie posiedzieć w domu na kanapie, oglądając kolejny serial lub popijając ulubiony napój.

A zamiast tego skusiliśmy się na kilkudniowy trekking po szlaku Santa Cruz. Na papierze wygląda to całkiem ciekawie. Cztery dni marszu, trzy noclegi, pełne wyżywienie. W praktyce wygląda to mniej różowo – trzeba wstać o niehumanitarnej godzinie w środku nocy, a później spędzić kilka godzin w busie. Co jakiś czas musimy wysiadać, aby puste auto mogło przejechać przez dziury.

B01 P1040067

W końcu udaje się. Dotarliśmy do niewielkiej wioski indiańskiej, gdzie nasze bagaże pojadą już na osłach. Ale to niewiele nam pomaga, bo pierwszy dzień to kilkugodzinny marsz. Po drodze trochę deszczu, trochę wiatru, kilkanaście stromych podejść, aby ostatecznie odpocząć w naszym luksusowym, ale prywatnym namiocie. Temperatura w nocy spada w okolicę zera, więc śpimy we wszystkim co mamy ze sobą.

B12a 201301162536a

Kolejny dzień to już walka z chorobą wysokościową. To tak jakby ktoś dołożył nam dodatkowy worek ziemniaków na plecy i kazał się z nim wspinać. Da radę, ale nie jest lekko. Kilka kroków do przodu i przerwa. I tak przez następne kilka godzin. Z każdym metrem coraz trudniej, coraz bardziej zmęczeni i coraz więcej pytań i narzekań po co to robimy. Nasze rozmyślania przerywa na szczęście szczyt.

B22 P1040237

Chwila przerwy i idziemy w dół doliny. Żeby nie było nudno po chwili zachciewa mi się zagrać w piłkę. Wygląda to tak, że „walę z czuba” w kamień i wywijam przy tym tzw. orła. Wszyscy mają trochę śmiechu, a ja pamiątkę ze szlaku, bo uderzenie było tak mocne, że palec przez kilka tygodni będzie fioletowy, niczym rosnące nieopodal kwiatki.

Zresztą nikt nam nie obiecywał, że będzie lekko i słowa dotrzymali prawie do samego końca. W ostatni dzień nasz obóz przypominał sielankę w Bieszczadach. Szum rzeki, śpiew ptaków, co jakiś czas przyplątał się osiołek. A gdy rzucisz mu ogryzkę od jabłka ucieknie rycząc przez kolejne kilka minut. „Kurde, stary, to tylko jabłko” – chcieliśmy dobrze.

B46 IMG_8531
By nasz powrót nie był zbyt banalny, nasz kierowca postanowił sobie zrobić prywatny rajd Dakar po górskich serpentynach. Zapomniał chyba tylko, że na pokładzie ma dwóch turystów, którzy chcą jeszcze zwiedzić parę miejsc.

B60 P1040710
A my po powrocie nadal zastanawiamy się po co nam to było? A do tego jeszcze selekcja zdjęć, których zrobiliśmy zdecydowanie za dużo. Ale jak ich nie robić skoro dookoła takie widoki. I to chyba po to to wszystko. Bo jeśli nie to wracamy do domu najbliższym samolotem.

B05 IMG_7875

B20 IMG_8039

Reklamy