Olać system – czyli jak to było z tym Machu Picchu

Cusco, godziny poranne, biuro peruwiańskich kolei. Pytamy o jutrzejszy pociąg do Machu Picchu. Niestety bilety są dopiero na pojutrze, a ich cena… jest tak wysoka, że nie możemy jej zaakceptować! To zdecydowanie najdroższe koleje świata!!!

Kilka godzin później szukamy innej opcji dotarcia do Machu Picchu. Kilkudniowy trekking raczej odpada, bo jest sezon deszczowy i nie chcemy popłynąć. Od niedawna ktoś wymyślił, że w okolice Machu Picchu można dostać się samochodem, ale to nie dla nas. My zrobimy to inaczej. Sami i po swojemu!

Kolejnego dnia z samego rana wyruszamy do niewielkiej miejscowości Ollantaytambo, która leży na drodze do Machu Picchu. Mamy nadzieję wynegocjować tutaj lepsze warunki. Docieramy z samego rana, ale nie możemy dostać pokoju. Muszą go posprzątać, więc mamy przyjść za 2-3 godziny. Zostawiamy nasze torby w hostelu. Po godzinie dowiadujemy się, że za kolejne kilka godzin jest lokalny autobus do Machu Picchu. Szybka decyzja – jedziemy dzisiaj. Jeszcze tylko trzeba odebrać nasze bagaże, tłumacząc w recepcji, że jednak nie będziemy tutaj spali (w hostelu nie byli zadowoleni, ale obeszło się bez ofiar:)

W międzyczasie postanowiliśmy zwiedzić pobliskie ruiny. Niestety bilet jest zbiorczy na kilka okolicznych atrakcji, których nie mamy ochoty zwiedzać. Także zwiedzamy je tylko z zewnątrz. Też się da i jest o wiele taniej 🙂

B05 IMG_9218

Wsiadamy do autobusu, ale usiąść się już nie da. Ba nawet stać jest trudno, bo na podłodze co kawałek leżą dzieci, a wszystkie miejsca są już zajęte. Ale to tylko kilka godzin jazdy – damy radę. Tylko, że widok serpentyn z pozycji stojącej jest, jakby to powiedzieć, bardziej ekscytujący.

Po kilku godzinach docieramy do miejscowości Santa Maria. Jest już niestety późno i jedyną opcją dalszej jazdy jest tzw. kombi taxi, czyli stare Toyoty sprowadzane z Japonii służące tutaj za pojazdy wielozadaniowe. W tym przypadku oznacza to auto rajdowo – terenowe poruszające się po pobliskich serpentynach. Dobrze, że była noc i nie widzieliśmy za wiele 🙂

W kolejnej miejscowości bierzemy nocleg. Pierwszy lepszy, bo jutro z rana dalsza droga. Tylko nikt nie przewidział, że w pokoju nie będzie gniazdek elektrycznych. O Internet to już nawet nie pytamy. Cieszymy się, że są ściany, drzwi i dach 🙂

Z rana ruszamy w dalszą drogę. Tylko że jesteśmy leniuchy i zaspaliśmy na poranny autobus. W efekcie mamy dodatkowe dwie godziny marszu. I tak maszerujemy kilka ładnych godzin. Po drodze podziwiamy jakieś ruiny na zboczu góry. Hm… czyżby to było Machu Picchu? To dlaczego nie odkryli go wcześniej?

B13 P1050092

Kolejny dzień to już zdobywanie Machu Picchu. Oczywiście pieszo, bo tutejsze autobusy to, podobnie jak koleje, najdroższe autobusy świata. Przed wejściem jeszcze mała kolejka. Zastanawiamy się tylko co ci ludzie tutaj robią o 5.00 rano. Hm… pewnie to co my 🙂

B14 P1050134

Na Machu Picchu docieramy praktycznie o wschodzie słońca. Szkoda tylko, że nikt nie patrzy na zabytkowe ruiny. Wszyscy oglądają młodego alpaka, który próbuje wydostać się na świat. Nie ma się co dziwić, bo takie sytuacje nie zdarzają się za często, a ruiny nie znikną zaraz tak jak jego mieszkańcy.

B15 IMG_9309

Ogólnie Machu Picchu zrobiło na nas niesamowite wrażenie. Jest dokładnie tak jak na pocztówkach, albo nawet lepiej. Tylko te tłumy ludzi jakie się tutaj pojawiają. Codziennie poza sezonem jest ok. 1500 zwiedzających, a w sezonie 2500 osób. I zróbcie tutaj zdjęcie ruin bez turystów. Mission imposible – jak komuś się uda to stawiamy dobre piwo 🙂

B26 IMG_9457

No to teraz tylko powrót. Godzina w dół, kolejne dwie lub trzy godziny po torach, a potem jeszcze kolejne do wioski. Aż się można pogubić w obliczeniach. I jak tutaj potem nie schudnąć po takim treningu? Nie da się jeśli w dwa dni zrobicie prawie 30 km.

I tak właśnie wyglądała nasza wycieczka. Ale było warto:)

B23 IMG_9352 B22 IMG_9422

Reklamy