Nie ma bunkrów, ale…

Kolejne dni na Ometepe. Mała wyspa, ludzie nas pytają co my tutaj robimy? Hm… w zasadzie to trudy dnia codziennego: wspinamy się na punkty widokowe, zwiedzamy pobliskie wodospady, obserwujemy mieszkających tutaj ludzi, staramy się odszyfrować petroglify porozrzucane po wyspie. Musimy też poznać tutejsze drogi ewakuacyjne, gdyby okazało się, że aktywny wulkan postanowił o sobie przypomnieć podczas naszego pobytu.

A od czasu do czasu organizujemy sobie rajdy rowerowe, momentami przypominające safari, po kamienistych drogach lub ich substytutach.

Nie zapominamy o najnowszej technologii i nawet w parkach narodowych próbujemy nawiązać kontakt ze znajomymi. Niestety bezskutecznie. Facebook jest wszędzie, Internet już niekoniecznie… Ale i tak ‘Lubimy to!’ 🙂

A tak ogólnie to na wyspie odpoczywamy, patrząc każdego wieczora na wulkany przy zimnym piwku lub rumie. Zbieramy siły do dalszej podróży. Wyspa niby mała, niby mało ciekawa, ale my stwierdziliśmy, że…

Reklamy

Prawie jak nad morzem…

Nikaragua, kraj w którym wulkany wyrastają jak grzyby po deszczu. Znajduje się tutaj ich kilkadziesiąt. Widać je wszędzie dookoła. My udaliśmy się na wyspę Ometepe, jedną z kilkunastu znajdujących się na Jeziorze Nikaragua, której centralnym punktem wyspy jest…? A właściwie to są? Oczywiście, dwa wulkany 🙂  Owiane chmurami, nam prezentowały się jak statki kosmiczne – aż się baliśmy, że nas porwą Marsjanie 🙂

Ta niewielka wyspa zamieszkana przez ok 40.000 osób jest ostoją spokoju. Nikt tutaj nigdzie nie biegnie, nigdzie się nie śpieszy. Autobusy kursują z dokładnością do 60 minut. Nie ma się co dziwić. Pokonują takie trasy, gdzie nikt chyba nigdy nie słyszał o asfalcie czy betonie.

Jeśli ktoś jest głodny to idzie złowić ryby, jeśli ma ochotę na deser to zrywa sobie banany. W międzyczasie krowy i inne zwierzęta pasą się na pobliskich pastwiskach lub drogach…

A jeśli ktoś chce się zrelaksować to idzie pograć w piłkę lub posłuchać szumu fal. Tak, na tym jeziorze są fale. Czasami takie jak na morzu. Ale nie ma się czemu dziwić, skoro jezioro ma prawie 150 km długości, a wiatr delikatnie muskając powierzchnię wody kieruje ją w kierunku lądu. Dlatego czuliśmy się tam prawie jak nad morzem…