Głosujcie na prawdziwy lajfstajl :)

Jakiś czas temu zgłosiliśmy nasz blog do konkursu Blog Roku. Jak to zawsze wszyscy mawiają, zrobiliśmy to dla zabawy. Ale gdy nadszedł czas głosowania, obudził się w nas duch walki 🙂 . Taki mały wewnętrzny głos, który podpowiada, aby dać znać wszystkim dookoła, aby głosowali na nasz blog, żeby nasi znajomi powiedzieli swoim znajomym, aby w pracy podsunęli numer kolegom i koleżankom i słali sms-y.

Dla nas oczywiście to nadal zabawa i jeśli otrzymamy więcej niż cztery głosy (od rodziców) to już będzie wygrana :-).

A jak glosować? Bardzo prosto! Wystarczy wysłać sms pod nr 7122 wpisując kod C00078 (0 to zero, bez spacji). Z jednego nr można wysłać tylko jeden sms. Koszt sms to 1,23zł, a dochód z niego zostanie przekazany na integracyjno – rehabilitacyjne obozy dla dzieci z ubogich rodzin i dzieci niepełnosprawnych. Głosować można tylko do 31 stycznia, więc nie czekajcie – głosujcie teraz!

Z góry dziękujemy za oddane na nas głosy! 🙂

Tak na marginesie to nasz blog startuje w kategorii Lifestyle, bo w tym roku nie ma kategorii podróże. Kategoria zniknęła, ale podróżnicy zostali. Także jako prawdziwi lajfstajlowcy sypiamy tylko w najlepszych hotelach,

IMG_8641jeździmy luksusowymi liniami autobusowymi i nie tylko,

P1050033 P1050053
nawet o 4 rano jadamy wyłącznie wykwintne śniadania

P1050034
no i zawsze mamy pod ręką trendy ciuchy.

P1040644

No cóż – jaki life taki style…

PS. My jak zawsze z lekkim opóźnieniem przyłączamy się do akcji polskich podróżników blogerów pt. „Podróże to prawdziwy lajfstajl”

Hitchcock

I znów poranek nas zaskoczył. Wiatr oplatał nas ze wszystkich stron dając o sobie nieustannie znać. Bezkresna cisza była przerywana jedynie dźwiękami dochodzącymi gdzieś z oddali. Słońce bezskutecznie próbowało przebić się przez chmury, gdy na horyzoncie pojawił się jakiś znak. To nie był drogowskaz, ale łódka płynęła dalej kołysząc się delikatnie na boki.

B01 IMG_8963
Odgłosy stawały się coraz wyraźniejsze, a ich liczba zdawała się podwajać z każdą sekundą. Przez chmury zaczął się przebijać zarys wyspy, a na niebie pojawiły się tajemnicze cienie. Nagle postać wysokiego mężczyzny zaczęła się nerwowo krzątać w lewo i prawo wymachując przy tym bezwładnie rękami. Starał się coś powiedzieć. Nikt początkowo nie mógł go zrozumieć, gdy po chwili drżącym głosem odparł „oberwałem”. W tym momencie każdy zaczął się zastanawiać kto będzie następny.

Na szczęście okazało się, że to tylko jakiś dowcipny ptak postanowił oznaczyć naszego kompana podróży. Podobno to na szczęście, ale to zawsze wygląda śmiesznie jeśli nie nam się przydarzy. My tylko rozglądaliśmy się dookoła mając wrażenie, że występujemy w kolejnym filmie Hitchcocka.

B12 IMG_9144
A to tylko wyspy Ballestas – taki Galapagos dla ubogich. Udają się tutaj wszyscy, którzy chcą zobaczyć setki ptaków, pingwinów i fok. Te ostatnie najbardziej niezadowolone z naszej wizyty tylko czekały kiedy odpłyniemy, aby odpoczywać dalej.

B11 IMG_9056
Popołudnie za to pozwoliło nam odreagować poranny stres podczas przemierzania kolejnych kilometrów pustyni. Taki mały rajd Dakar.

B19 IMG_8829
Ale my musieliśmy jeszcze coś zrobić. Jak co roku trzeba pojeździć na nartach albo na snowboardzie. Ale jak to zrobić w takim upale, bez śniegu. No cóż, jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma.

B21 IMG_8901

Po co to komu?

Nieraz zastanawialiśmy się po co komu to wszystko. Cokolwiek chielibyśmy zrobić wymaga to od nas nie tylko czasu i pieniędzy, ale bardzo często wiele wysiłku. Przecież zamiast tego moglibyśmy zwyczajnie i spokojnie posiedzieć w domu na kanapie, oglądając kolejny serial lub popijając ulubiony napój.

A zamiast tego skusiliśmy się na kilkudniowy trekking po szlaku Santa Cruz. Na papierze wygląda to całkiem ciekawie. Cztery dni marszu, trzy noclegi, pełne wyżywienie. W praktyce wygląda to mniej różowo – trzeba wstać o niehumanitarnej godzinie w środku nocy, a później spędzić kilka godzin w busie. Co jakiś czas musimy wysiadać, aby puste auto mogło przejechać przez dziury.

B01 P1040067

W końcu udaje się. Dotarliśmy do niewielkiej wioski indiańskiej, gdzie nasze bagaże pojadą już na osłach. Ale to niewiele nam pomaga, bo pierwszy dzień to kilkugodzinny marsz. Po drodze trochę deszczu, trochę wiatru, kilkanaście stromych podejść, aby ostatecznie odpocząć w naszym luksusowym, ale prywatnym namiocie. Temperatura w nocy spada w okolicę zera, więc śpimy we wszystkim co mamy ze sobą.

B12a 201301162536a

Kolejny dzień to już walka z chorobą wysokościową. To tak jakby ktoś dołożył nam dodatkowy worek ziemniaków na plecy i kazał się z nim wspinać. Da radę, ale nie jest lekko. Kilka kroków do przodu i przerwa. I tak przez następne kilka godzin. Z każdym metrem coraz trudniej, coraz bardziej zmęczeni i coraz więcej pytań i narzekań po co to robimy. Nasze rozmyślania przerywa na szczęście szczyt.

B22 P1040237

Chwila przerwy i idziemy w dół doliny. Żeby nie było nudno po chwili zachciewa mi się zagrać w piłkę. Wygląda to tak, że „walę z czuba” w kamień i wywijam przy tym tzw. orła. Wszyscy mają trochę śmiechu, a ja pamiątkę ze szlaku, bo uderzenie było tak mocne, że palec przez kilka tygodni będzie fioletowy, niczym rosnące nieopodal kwiatki.

Zresztą nikt nam nie obiecywał, że będzie lekko i słowa dotrzymali prawie do samego końca. W ostatni dzień nasz obóz przypominał sielankę w Bieszczadach. Szum rzeki, śpiew ptaków, co jakiś czas przyplątał się osiołek. A gdy rzucisz mu ogryzkę od jabłka ucieknie rycząc przez kolejne kilka minut. „Kurde, stary, to tylko jabłko” – chcieliśmy dobrze.

B46 IMG_8531
By nasz powrót nie był zbyt banalny, nasz kierowca postanowił sobie zrobić prywatny rajd Dakar po górskich serpentynach. Zapomniał chyba tylko, że na pokładzie ma dwóch turystów, którzy chcą jeszcze zwiedzić parę miejsc.

B60 P1040710
A my po powrocie nadal zastanawiamy się po co nam to było? A do tego jeszcze selekcja zdjęć, których zrobiliśmy zdecydowanie za dużo. Ale jak ich nie robić skoro dookoła takie widoki. I to chyba po to to wszystko. Bo jeśli nie to wracamy do domu najbliższym samolotem.

B05 IMG_7875

B20 IMG_8039

Szwajcaria trochę inaczej…

Peru ma wiele do zaoferowania. Oprócz plaż nad oceanem i niezbadanych terenów dżungli na północy, są jeszcze góry. Szkoda tylko, że podczas gdy w całej Ameryce Południowej jest wysoki sezon i dobra pogoda, w górach w Peru dla odmiany jest sezon deszczowy. Nam się jednak udało i i podczas naszego pobytu w Huaraz trafiliśmy na wyjątkowo dobrą pogodę. Jeszcze na wybrzeżu usłyszeliśmy, że ta miejscowość to taka peruwiańska Szwajcaria. No to jak mieliśmy tam nie pojechać;). Po wyjściu z autobusu okazało się, że tutaj jest jednak trochę inaczej. Jeszcze na dworcu na jednego turystę przypadało średnio dziesięciu naganiaczy, a każdy chciał być głośniejszy i ważniejszy. Wszyscy chcieli nam zaoferować hotel, a najlepiej sprzedać jeszcze jakąś wycieczkę…

Miasteczko otoczone jest ze wszystkich stron górami, a przy dobrej pogodzie widać pokryte śniegiem szczyty Kordyliery Białej. I całe szczęście, że są tam takie widoki gór, bo samo miasto do najpiękniejszych nie należy. To nie Szwajcaria, w której widać charakterystyczny styl, a domy są wykończone w każdym szczególe. Pod prysznicem zabraknie czasami ciepłej wody, a niekiedy nawet zapada totalna ciemność, gdy w całym mieście wyłączą prąd. No cóż, jaki kraj taka Szwajcaria 🙂

IMG_7713 IMG_7750
A my w ramach przygotowań do najbliższego trekkingu oraz walki z chorobą wysokościową postanowiliśmy wybrać się do Parku Narodowego Huascaran na pobliski lodowiec Pastoruri położony na wysokości 5200 m. Herbata z koki, żucie liści koki i cukierki ‚coca caramelo’ pomagały nam już od 4000 m, ale na szczęście obyło się bez soli trzeźwiących.

IMG_7305 IMG_7572
Ale ten region to nie tylko góry, choć te są naprawdę piękne. Znajdują się tu również słynne puyas, czyli gigantyczne rośliny, których wysokość przekracza 10 metrów.

IMG_7313

Po tak spędzonym dniu, jeszcze jedna niespodzianka;) Huaraz w trochę ładniejszym wydaniu, bo o zachodzie słońca.

IMG_7805

No to teraz jesteśmy gotowi na nasz Santa Cruz trekking.

Nie marudź, idziemy!

7.00 dzwoni budzik
Tomek: Która godzina?
Jola: 7.00, trzeba wstawać!
T: Po co ustawiłaś budzik w środku nocy? Jak wstaniemy o 10.00 też zdążysz się opalić:)
J: Ale my dzisiaj nie idziemy na plażę. Idziemy zwiedzać Chan-Chan i piramidy!
T: Że co? Chan-chan? To brzmi jak jakieś miasto w Azji.
J: To jest największa atrakcja w okolicy. Nawet taksówkarz nam o tym mówił.
T: Ale to tutejsza atrakcja czy importowana z Chin?
J: Nie marudź. Rusz tyłek to się dowiesz.

8.30 siedzimy, a w zasadzie stoimy zgięci w pół, w wypełnionym po brzegi busie. Kierowca krzyczy Chan-Chan. Wysiadamy.
T: No to ładnie. Przecież to jest pustynia, tutaj jest tylko piach.
J: Wejście jest 15 minut spacerem stąd.
T: Słońce, piach, brak cywilizacji. Jesteś pewna, że to tutaj?
J: Tak. Nie marudź, idziemy.

B01 P1030461

9.00 wejście do Chan-Chan
T: No dobra. Miałaś rację. Ta azjatycko – peruwiańska atrakcja istnieje.
J: Tak. Nie marudź, idziemy.

11.00 wyjście z Chan-Chan
J: I co podobało się? Warto było przyjechać?
T: Zmieniłem zdanie. To jest peruwiańsko – egipska atrakcja. Ale było warto!
J: Dobrze, że przynajmniej nie zgubiłeś się w tych labiryntach. A teraz nie marudź. Jedziemy do piramid!

B22 P1030569B14 IMG_7039

B10 IMG_7089B17 IMG_7122

 

14.00 środek pustyni
T: Hm.. i znowu słońce, piasek w oczach i zębach. A gdzie te piramidy?
J: Tam. Nie marudź, idziemy.

B30 IMG_7198


16.00 Piramidy Słońca i Księżyca

T: Ale numer. Te piramidy to tak naprawdę pałace i grobowce!
J: Niezły numer to jest to, że odkryli je przez przypadek dopiero w 1991 roku.
T: No, nikt normalny nie biega po pustyni z łopatką i nie szuka skarbów.

B32 IMG_7252 B34 IMG_7233B36 IMG_7232 B35 P1030686