Panie kierowco, czy to Peru?

Z czym kiedyś kojarzyło mi się Peru? Po tym jak już dowiedziałem się gdzie na mapie znajduje się ten kraj (jestem geograficznym ignorantem) w wyobraźni nadal widziałem tylko jedno – Machu Picchu. A czym Peru jest dla Was? Tymczasem kraj ten zaskoczył nas i to nie raz.

Gdy przekroczyliśmy granicę w nocy, po krótkiej drzemce w autobusie nadal myśleliśmy, że śpimy. Promienie wschodzącego słońca przedzierały się przez szyby wiertnicze rozlokowane co kilka kilometrów. Wydawało się nam, że śni nam się Kuwejt lub inne miejsce, w którym wydobywa się ropę naftową.

Później szybkie przeniesienie do afrykańskich klimatów. Pośród pustynnych krajobrazów rozciągających się po horyzont, co jakiś czas pojawiał się dom, czasami jakaś osada. Niektóre domy wyglądały jakby zrobiono je własnoręcznie, niczym na bezludnej wyspie. Inne wyglądały jakby je w pośpiechu opuszczono. Tylko ściany, żadnych okien, dachu.

B02 P1030267
Jedziemy dalej. Autobus płynnie porusza się po asfaltowej drodze, która ciągnie się nieprzerwanie w linii prostej aż po horyzont. Zupełnie jakbyśmy znaleźli się na jednej z dróg Stanów Zjednoczonych. Brakowało tylko jeszcze jakiegoś motelu przy drodze, gdzie neon żarzyłby się od niechcenia, a wiatr poruszał metalowym szyldem, powodując jego skrzypienie.

B06 P1030301
Gdy dotarliśmy już do pierwszego dużego miasta przenieśliśmy się nagle do Indii. Po ulicach przemierzały niezliczone ilości moto-rikszy. Do końca nie wiemy czy wszystkie były oryginalne czy to domowe przeróbki motorów. Ale w połączeniu z ich stylem jazdy… Tutaj chyba uczą tylko używania klaksonu, bo przepisów już niekoniecznie. A jeżdżą tak wszyscy od taksówkarzy, przez kierowców autobusu aż po ciężarówki. A pieszy? Musi pokornie czekać na swoją kolej. Jeśli wejdziesz na ulicę, nikt się nie zatrzyma. Będziesz słupkiem, wokół którego wszyscy będą sobie urządzać slalom. I tak aż do momentu kiedy go nie strącą… No cóż, tutaj każdego dnia przechodząc przez ulicę zastanawiamy się czy to przeżyjemy.

B17 P1030229
Ale naszym celem jest dostać się na wybrzeże, na plażę. I tak też robimy. Tylko, że po przybyciu do niewielkiej nadmorskiej miejscowości Huanchaco poczuliśmy się jak w Egipcie. Na plaży przesiadywało tysiące osób, dzieci biegały krzycząc ile sił w płucach. Ale na szczęście co jakiś czas na wodzie pojawiała się typowa dla tego regionu łódka indiańska, która przypominała nam, iż jednak jesteśmy gdzieś w Ameryce Południowej.

B20 IMG_6901
Do tego wszystkiego nasz hostel cały był zbudowany z bambusa. Podłoga, ściany, drzwi a nawet okna. Wszystko skrzypiało i trzeszczało jakby miało się zaraz rozpaść. Ale za to całość bardzo przewiewna, akustyczna, można było zawierać znajomości z sąsiadami nie wychodząc z pokoju 🙂

B27 P1030411Tak właśnie przywitało nas Peru. Jak żadne inne państwo przeniosło nas w ciągu kilkudziesięciu godzin w różne zakątki globu. A to dopiero początek. Ciekawe co będzie dalej…?

Lecieć, czy nie lecieć?

Trzy tygodnie w Ekwadorze, czyli:

  • obydwoje byliśmy chorzy,
  • jeden niedziałający telefon,
  • dwie zablokowane karty kredytowe,
  • 4 osoby mające bilety na te same miejsca w autobusie,
  • dwugodzinna odprawa/ przeprawa na granicy Ekwador – Peru.

Ekwador to dla nas kraj, w którym przydarzyło się nam więcej różnych dziwnych rzeczy (patrz powyżej), niż w czasie całej naszej podróży. Choć w porównaniu z tym, czego nasłuchaliśmy się o Ekwadorze, to i tak niewiele – mogli się znaleźć nowi właściciele naszych aparatów, komputera czy paszportów;). Pech nie opuszczał nas jednak aż do samego końca. Kilkanaście kilometrów przed granicą z Peru, podczas zmiany autobusów okazało się, iż my i dwoje Niemców mieliśmy bilety na te same miejsca w autobusie.  Kierowca sprawdził bilety wszystkich pasażerów, powstało niezłe zamieszanie. Nie ma więcej wolnych miejsc. Ktoś będzie musiał zostać w środku nocy na kompletnym odludziu… Na szczęście byliśmy na liście pasażerów (pierwszy raz cieszyliśmy się z tej ich biurokracji!!!). To my pojechaliśmy dalej, a dwójka Niemców została o 1.30 w nocy na środku drogi jakieś 15 km przed granicą…

Z drugiej jednak strony Ekwador to kraj, który ma niesamowicie dużo do zaoferowania turystom. Przeszliśmy się dookoła Laguny Cuicocha, odwiedziliśmy Park Kondorów, widzieliśmy czynny wulkan, z którego wydobywała się lawa, podziwialiśmy widoki parku Cajas.  Wszystko to prawie bez opłat, a przygotowane profesjonalnie i o wiele lepiej niż w niejednym kraju. Życie w Ekwadorze i transport też niewiele kosztują.

Ekwador oferuje bardzo dobre warunki dla turystów, ale mieliśmy tyle „przygód”, że mamy mieszane uczucia co do tego kraju. Z jednej strony chcielibyśmy jeszcze tutaj kiedyś przyjechać, ale z drugiej chcieliśmy wyjechać do Peru tak szybko, jak to było możliwe.

Testy sprawnościowe

Cuenca. Kolejne miasto kościołów. Jest ich tutaj tak wiele, że z ich zwiedzania można by ustanowić nową dyscyplinę sportową. Jeśli ktoś chciałby co tydzień chodzić do innego, to przez rok nie zwiedzi wszystkich. A jak tutaj zobaczyć je wszystkie w jeden dzień? To są dopiero testy sprawnościowe, które musi przejść każdy turysta, który odwiedza Cuencę.

IMG_6192
Nie mniej męczące jest zwiedzanie parku Cajas. Choć teren parku jest ogromny, jego zwiedzanie wydaje się powolnym spacerem. Dlaczego?  Po pierwsze ze względu na wysokość 4000 m n.p.m. musimy poruszać się wolniej niż zwykle. W całym organizmie czuć, iż w powietrzu tlenu jest mniej niż normalnie. Każdy kolejny ruch powoduje większe zmęczenie. A zresztą gdzie się śpieszyć skoro dookoła rozpościerają się tak przepiękne widoki.

IMG_6306IMG_6679P1020829
Wyjątkiem od tej reguły są ruiny Ingapirca, które są najlepiej zachowanymi ruinami w Ekwadorze. Tutaj porównują je nawet do Machu Picchu i chcą zrobić trasę analogiczną do Inka trail. W tym przypadku jednak chęci to za mało.

IMG_6797

Ambitny plan

W tym roku korzystając z okazji, że jesteśmy z daleka od Polski, postanowiliśmy spędzić sylwestra inaczej niż zawsze. Coś innego niż pójść w sukni i garniturze na bal sylwestrowy lub spędzić go jako domówkę. Chwilę nad tym myśleliśmy i udało się.

Postanowiliśmy udać się do Montanity. Jest to niewielka, ale turystyczna miejscowość położona nad oceanem. I taki właśnie był plan, aby spędzić sylwestra w strojach kąpielowych na plaży, trzymając w ręku kieliszek szampana i mocząc się beztrosko w wodzie. Tak dla odmiany w tym roku bez śniegu. Nawet umówiliśmy się z kilkoma osobami, że będziemy razem imprezować.

A jak wyszło? Mnie rozłożyła choroba i ostatnie dni spędziłem w łóżku z temperaturą z dala od plaży (utknęliśmy w Cuence), a na noc sylwestrową pozostała tylko butelka wody i lekarstwa.

Plan był ambitny, ale wyszło jak zawsze.

Za to przynajmniej na noworoczną paradę się załapaliśmy.

IMG_6780

IMG_6735 IMG_6715 IMG_6703IMG_6752 IMG_6767

U stóp wulkanu…

Gdyby ktoś nam kilka lat temu powiedział, że znajdziemy się u stóp aktywnego wulkanu i spędzimy tam kilka dni, nigdy w to nie uwierzylibyśmy.

Początkowo mieliśmy jechać do Riobamby, ale po sprawdzeniu prognozy pogody to stwierdziliśmy, że będzie z tego duży „dym” 🙂

P1020721
Tym razem zawitaliśmy do Banos, malowniczo położonej miejscowości w górach. Miejsce to słynie z możliwości uprawiania różnych form aktywności takich jak zjazdy canopy, rafting, wspinaczka na wulkan, skoki na bungee…

Na nas jednak wrażenie zrobił punkt widokowy odsłaniający czynny wulkan. W biurze podróży wspominali nam, że czasami można zobaczyć lawę. Nie powiedzieli nam tylko, że z taką częstotliwością.

IMG_6082IMG_5997
A jako, że się nam spodobało, zostaliśmy tutaj jeszcze na święta…